FUNDACJA

FORUM

DŁUGIEGO

STOŁU

Wybory samorządowe 2024. Tu demokratom będzie trudniej niż 15 października

Andrzej Machowski

Autor jest doktorem psychologii w zakresie psychometrii, analitykiem badań sondażowych. Jest współzałożycielem Fundacji Forum Długiego Stołu oraz ekspertem zewnętrznym Forum Obywatelskiego Rozwoju.

 

Jeszcze nie opadł kurz po bitwie o Sejm, a już trzeba szykować siły i przygotować strategię do równie ważnej batalii o 16 sejmików wojewódzkich, która czeka nas w kwietniu 2024 r.

Wydawać by się mogło, że wybory do sejmików wojewódzkich przeprowadzane są w ramach takiej samej ordynacji wyborczej, co wybory do Sejmu. I w jednym, i drugim przypadku mamy wielomandatowe okręgi wyborcze, a mandaty w okręgach dzielone są między listy metodą D’Hondta; w obydwu wyborach, by uczestniczyć w podziale mandatów, trzeba uzyskać ponad pięcioprocentowe poparcie: w wyborach do Sejmu w skali kraju, w wyborach do sejmiku w ramach województwa.

 

Ale to teoria. Bo to trochę tak, jak byśmy porównywali ze sobą bieg na 10 km po stadionowej bieżni z 15-kilometrowym biegiem przełajowym po górzystych wertepach. I tu, i tu się biegnie, ale w tym drugim przypadku, by w ogóle dobiec do mety, trzeba być naprawdę mocnym zawodnikiem.

 

W wyborach do Sejmu partie konkurują o 460 mandatów, w wyborach do 16 sejmików łącznie w skali kraju o 552 mandaty radnych. Zarówno w wyborach sejmowych, jak i sejmikowych silne partie, cieszące się poparciem w granicach 30-40 proc., zyskują ponadprocentową liczbę mandatów, ale w wyborach do Sejmu przy np. pięciu partiach uczestniczących w podziale mandatów partia słabsza, z poparciem ok. 6-proc., też ma szansę na niewielki, bo ok. 13-mandatowy dorobek (to 2,8 proc. z 460). Inaczej jest w wyborach do sejmików – tu partia z takim poparciem może w skali kraju liczyć jedynie na mniej więcej trzy mandaty, czyli na zaledwie 0,5 proc. z puli 552 mandatów; a to odsetek ponad pięć razy niższy niż w wyborach do Sejmu.

 

Powodem jest znacząco różna wielkość okręgów wyborczych. W przypadku Sejmu 460 posłów wybieramy w 41 okręgach. Średnia wielkość okręgu to zatem 11,2 mandatu na okręg; w najmniejszym okręgu częstochowskim wybiera się siedmiu posłów, w największym warszawskim – 20, ale najwięcej, bo 12, jest okręgów 12-mandatowych. W wyborach sejmikowych 552 radnych wybieramy aż w 85 okręgach, co daje średnio zaledwie 6,5 mandatu na okręg. Co gorsze (dla partii z niewielkim poparciem) aż 48 okręgów (56,5 proc.) to okręgi pięcio- lub sześciomandatowe.

Zobaczmy, jak wyglądałby podział 552 mandatów sejmikowych, gdyby założyć, że poparcie dla każdej listy w powiatach tworzących sejmikowe okręgi wyborcze będzie dokładnie takie samo, jak w wyborach do Sejmu z 15 października 2023 r. (bez uwzględnienia wyborców z zagranicy). Wśród demokratów KO z poparciem w skali kraju wynoszącym 30,3 proc. zdobywa 204 mandaty (37,0 proc. z puli 552 mandatów), TD (poparcie 14,5 proc.) – 84 mandaty (15,2 proc.), a Lewica (poparcie 8,5 proc.) – 12 mandatów (2,2 proc.). Po stronie prawicy PiS z poparciem 35,9 proc. uzyskuje 245 mandatów (44,4 proc. z 552), a Konfederacja (poparcie 7,1 proc.) – siedem mandatów (zaledwie 1,3 proc.). Marne zdobycze mandatowe Lewicy i Konfederacji dobrze pokazują, jak ostra – w odniesieniu do partii z relatywnie niskim poparciem – jest w przypadku wyborów sejmikowych D’Hondtowa gilotyna. I jak na tym tle na znacznie łagodniejszą wygląda ta sama gilotyna w wyborach do Sejmu.

Jak to przekłada się na sytuację w 16 wojewódzkich sejmikach? Demokraci – i to z bezpieczną przewagą – zdobywają większość w dziesięciu sejmikach. PiS wygrywa w sześciu.

Trzy ugrupowania – KO, Trzecia Droga i PiS – mają swoich przedstawicieli we wszystkich sejmikach, Lewica w dziewięciu (w sześciu – tylko po jednym radnym), a Konfederacja jedynie w czterech. Warto zauważyć, że Lewica najwyższe poparcie (10,6 proc.) zyskała w województwie kujawsko-pomorskim – i w tym województwie, podobnie jak w sześciu innych, nie zdobywa żadnego mandatu! Dlaczego? Bo nawet tak wysokie poparcie nie wystarcza na wywalczenie mandatu w pięciomandatowym okręgu, a tylko na takie podzielono to województwo.

 

Spójrzmy na województwa, w których demokraci przegrywają: to podkarpackie, lubelskie, świętokrzyskie, podlaskie, małopolskie i łódzkie. Trzy pierwsze na tej liście są poza zasięgiem demokratów; poparcie dla PiS jest tu większe niż dla demokratów o 5,5 pkt proc. (świętokrzyskie), 8,2 pkt proc. (lubelskie) i 18,2 pkt proc. (podkarpackie). Inaczej to wygląda w przypadku podlaskiego, małopolskiego i łódzkiego; w tych trzech województwach więcej wyborców popiera demokratów niż PiS. Ta różnica na korzyść demokratów to, odpowiednio, 2,2 pkt proc., 4,4 pkt proc. i – w przypadku łódzkiego – aż 13,8 pkt proc. Ale okazuje się ona zbyt mała, by startując na trzech listach wobec jednej listy PiS – w sytuacji, gdy mandaty rozdzielane są metodą D’Hondta w niewielkich (od pięciu do dziewięciu mandatów) okręgach wyborczych – wywalczyć w tych trzech sejmikach przewagę w liczbie mandatów.

 

Startując na jednej liście, demokraci mogliby sporo zyskać. W skali kraju wspólna lista w wyborach do sejmików zwiększyłaby pulę zdobytych przez demokratów mandatów o 10 proc. – z 300 do 330. Ale kluczowe znaczenie miałoby jej zgłoszenie w przypadku tych trzech województw – PiS przy jednej liście demokratów nie uzyskałby w tych województwach większości. W województwie łódzkim demokraci wygraliby z przewagą trzech mandatów, małopolskim – z przewagą jednego mandatu, a w podlaskim demokraci i PiS uzyskaliby po połowie mandatów.

 

Tak to wygląda przy założeniu, że poparcie z październikowych wyborów do Sejmu powtórzyłoby się – i to w każdym powiecie co do jednego głosu – w wiosennych wyborach do sejmików w 2024 r. To bardzo wygodne założenie, bo pozwala bardzo precyzyjnie wyliczyć podział mandatów w 16 sejmikach – ale mało realistyczne. Trudno bowiem w wyborach samorządowych spodziewać się tak wysokiej frekwencji jak 15 października 2023 r., a przecież ta frekwencja przysłużyła się przede wszystkim demokratom. Zapewne w wyborach do sejmików utrzyma się przewaga głosów oddanych na demokratów nad głosami oddanymi na PiS – ale skala tej przewagi, tak na poziomie kraju, jak i województw, może (choć nie musi) być trochę mniejsza niż w październiku 2023 r. Największą niewiadomą jest proporcja głosów wewnątrz obozu demokratów, a zwłaszcza to, na ile liczyć może Trzecia Droga, a na ile Lewica.

 

Ta niepewność tym bardziej powinna motywować do poważnego przemyślenia formuły startu demokratów w wyborach do sejmików – oddzielnie czy razem. Nie udało się stworzyć jednej listy w wyborach do Sejmu, ale teraz, przy wyborach do sejmików, powinno być łatwiej: już mamy za sobą tak podkreślaną konieczność zaznaczenia swojej obecności i podmiotowości, a światopoglądowe różnice – prawna regulacja aborcji, prawa osób LGBT itp. – w przypadku wyborów samorządowych nie mają znaczenia.

 

Warto otworzyć obywatelską debatę nad odpowiedzią na proste pytanie. To jak będzie z tymi sejmikami? Walczymy na trzech listach o wygranie dziesięciu z nich czy – łącząc siły – stawiamy sobie znacznie ambitniejsze zadanie: zdobycie przewagi w 13?

 

źródło: Gazeta Wyborcza, 30 grudnia 2023 roku

30.12.2023

więcej

Wybory samorządowe 2024. Tu demokratom będzie trudniej niż 15 października

Andrzej Machowski

FUNDACJA FORUM DŁUGIEGO STOŁU

KRS  0000921977

NIP 7011054316